środa, 3 października 2012

ten od Chrystusa





Myślę, że wielu z nas to ma...
Takie myśli - których później się wstydzimy...
One gdzieś rodzą się w sercu, a raz w głowie...
Ale spokojnie - uczniowie Jezusa też tak mieli...




(Łk 9,46-50)
Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy. Lecz Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmie, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki. Wtedy przemówił Jan: Mistrzu, widzieliśmy kogoś, jak w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami. Lecz Jezus mu odpowiedział: Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami.

Jak pójdę do Nieba (a bardzo bym tego chciał) to będę miał przechlapane ... od Apostołów, bo ciągle wyciągam coś na nich... no chyba, że mi podziękują, że wpisałem się do listy osób, którzy mówili o nich jacy naprawdę mówili! Czekam na ten moment kiedy ich w końcu zobaczę tak twarz w twarz, w cztery lub więcej oczu... i nie mogę się doczekać!

Wróćmy do tekstu z ewangelii. Wyobrażam sobie to jak uczniowie siedzą i pewnie odpoczywają, bo męczącej podróży i nic nie robią. Mężczyźni gdy nie mają nic do roboty zbyt dużo myślą i czasem te myśli są takie jak apostołów. Dochodzi tu do czegoś na co nie przystoi tym, którzy wędrują za Chrystusem. Wylegując sobie wpadają na myśl - no ciekawe kto z nas jest największy, kogo Jezus bardziej kocha, komu bardziej ufa, kto jest tym pierwszym i umiłowanym, a dziś byśmy powiedzieli - kto jest tym fajniejszym. Może nawet się kłócą. Marek w ewangelii napisze, że się nawet o to sprzeczali. Ciekaw jestem jakich używali argumentów. Może Piotr wychodził w notowaniach na pierwsze miejsce - w końcu to u niego tylko w domu był i tylko jego teściową uzdrowił. Pewnie też myślą jak ludzie ich oceniają i na kogo patrzą z podziwem. I dochodzi do niezwykłej sytuacji.  Jezus znając ich myśli bierze dziecko. Nie karci ich i nie krzyczy, że są głupi i że po co o takich rzeczach myślą, bo przecież ich i tak równo i tak samo bardzo kocha i nie ma równych i równiejszych. Mówi im tylko - zachowujecie się jak dzieci, które przechwalają się kto ma lepszą zabawkę, kto ma lepszych kolegów czy bogatszych rodziców - to bądźcie nimi - Ja was takimi chcę. Pokazuje im dziecko i mówi im - zostańcie dziećmi i nie chciejcie tego zmieniać. Dlaczego? Przecież to jest szokujące. Oni chcą być kimś wielkim, a Jezus im mówi, że mają stać się kimś zwyczajnie nikim - bo kto się liczy z dzieckiem?

Tu można używać różnych argumentów, ale pochylając się nad tym słowem przyszła mi jedna myśl. Kim jest dziecko? Kiedy patrzy się na dziecko to dosyć często nie kojarzy się jego imienia co nazwisko i kojarzy się z nim rodziców. Gdy byłem mały to często słyszałem, że to Marek, ten od Krzyżkowskich. Patrząc na dziecko - widzimy tych, wśród których ono wzrasta i żyje. 

Więc co Jezus chce przez to powiedzieć? Bądźcie jak dzieci, a więc zachowujcie się, aby ludzie patrząc na wasze życie mówili to są ci od Jezusa. Nie macie być nikim, ale właśnie wielcy przez to jak ludzie będą na was patrzeć. Nie macie byś wielcy przez swoje zachowania, ale dzięki Bogu. To, że należycie do Niego ma was czynić wielkimi.

Mam być jak dziecko to znaczy mam tak żyć, aby ludzie patrząc na mnie mówili - to ten od Chrystusa. To chrześcijanin. To ten od Boga!


Brak komentarzy: