piątek, 10 sierpnia 2012

uzdrowicielska moc śliny

Wiele razy sięgałem po Biblię, by dostać odpowiedź od Boga na różne tematy, które gdzieś kłębiły się w moim sercu. Tym razem On odpowiedział z niesamowitą siłą i w taki sposób, że już 3 tydzień chodzę z tym i próbuje to rozgryść. To opowieść o tym jak Jezus uzdrowił niewidomego od urodzenia. Opowieść jak Bóg pluje w twarz człowieka, by go uzdrowić ze ślepoty...


" [Jezus] przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: "Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice?" Jezus odpowiedział: "Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata". To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: "Idź, obmyj się w sadzawce Siloam" - co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc". (z Ewangelii wg św. Jana)

Dla Żydów każda choroba była powodem grzechu. Im większa choroba tym widocznie musiało być bardziej grzeszne życie. W tym przypadku mamy chorobę od urodzenia, co mogło wskazywać na grzech od początku życia, a co może też być spowodowane grzesznym życiem rodziców. Od takich ludzi trzeba stronić, obchodzić jak największym łukiem. Człowiek chory to człowiek samotny, bo ci "doskonali" i "bezgrzeszni" nie chcą mieć z takim nic wspólnego. Nie wiem co gorszego jest więc w takiej sytuacji - choroba czy samotność, brak zdrowia czy brak najbliższych. 

I właśnie w takiej sytuacji przychodzi Jezus i zaczyna mówić do swoich uczniów, że ta choroba jest konieczna dla objawienia sie mocy Boga. Chciałbym widzieć miny uczniów, a tym bardziej tego niewidomego gdy Jezus wypowiada te słowa. Chciałoby się powiedzieć, że Jezus nie ma serca, że wszystko tylko pod siebie mówi i układa. Tak jakby Go ten chory zupełnie nie interesował. Gdy czytam te słowa wyobrażam sobie też sytuację taką, że przychodzę do lekarza i mówię mu o mojej chorobie, a on zaczyna mi czytać z encyklopedii wszystkie dane nt. choroby w ogóle nie przejmując się moją chorobą, a jedynie ciekawostkami nt. jej funkcjonowania w moim organizmie. 

Podpowiedzią w zrozumieniu tego tekstu niewątpliwie jest dla nas życie kilkaset lat wcześniej żyjącego człowieka o imieniu Ezechiel. To on zostaje posłanu do swojego ludu, który trwa w niewoli. Ma stać sie świadkiem i prorokiem wiarygodnym. Przypieczętowaniem wirygodności tego, że od Boga jest posłany są doświadczenia, które go dotykają. To co przeżywają jego rodacy i jego kraj on sam przeżywa to w swoim życiu. To wszystko - choroba, śmierć najbliższych, opuszczenie przez przyjaciół staje się dowodem dla ludzi, że Ezechiel nie gada czczych słów. Widząc go jego ziomkowie i widząc tego czego sam doświadcza wierzą jego słowom i przez to zaczynają powracać do Boga.

Może to czego doświadczam ma w moim życiu jakiś cel? Może też Bóg dopuszcza to wszystko we mnie, bo chce bym stał się wiarygodnym świadkiem?

Dlaczego Jezus widząc niewidomego wypowiada takie słowa? Bo On widzi więcej. On jest Światłością!
Jezus patrząc na moje życie widzi więcej - co więcej patrząc na mnie daje mi nową perspektywę! 
On widzi mnie takiego jakim jestem-bez masek, udawania i rozświetlając te moje pomysły daje mi nowe życie. Przemienia nawet życie tych, którzy pewnie myśleli o sobie, że to nie możliwe. Popatrzmy na kilka przypadków. Gdy faryzeusze przyprowadzają kobietę złapaną na cudzołóstwie - rozmawiają z Jezusem, On przemienia ich serca i oni odchodzą nie kamieniując tej kobiety. Szymon - Piotr wielki tchórz-po spotkaniu z Jezusem stanął na czele Kościoła stając się pierwszym papieżem. Zacheusz - skąpiec i zakompleksiały pan nagle gdy Jezus wszedł do Jego domu zaczął rozdawać wszystko ubogim. Szaweł - prześladowca chrześcijan, ale gdy Jezus stanął na jego drodze to tak poprzemieniał jego serce, że stał się największym Apostołem Narodów. Mateusz - celnik, a gdy Mistrz spojrzał na niego, zostawił wszystko i został Jego uczniem. To są spotkania z Jezusem. Spotkania, które zmieniły całe życie tych ludzi - a tylko dlatego, że dali się spotkać Jezusowi - na różny sposób, przede wszystkim nie planowali tego, a On przyszedł.

W tym fragmencie Jezus uzdrawia niewidomego - uzdrawia ze ślepoty. Co to jest za choroba? W języku hebrajskim ślepota znaczy tyle samo co naga skóra. Musimy wrócić do raju. Na czym polegał grzech Adama i Ewy? Gdy spożyli owoc nagle otworzyły im się oczy na samych siebie i dokonali odkrycia niczym najwięksi odkrywcy - że są nadzy. Oni od tej pory nie widzieli Boga tylko siebie. Adam widział, że jest nagi i Ewa też to zobaczyła u siebie. I to jest ślepota - widzieć tylko siebie. Ukryli się więc w krzakach, wtargnęli w mrok. Trwali w ciemności, gdzie nic nie widać. I to jest właśnie ta ślepota. 

Jak Jezus uzdrawia? Spluwa na ziemię i czyni błoto. Oplucie śliną to bardzo obraźliwe zachowanie. Jednak trzeba nam w tym geście zobaczyć, że Jezus paradoksalnie dał coś z siebie, ze swojego wnętrza, choć i to mogło symbolizować to co na codzień przeżywał ten niewidomy gdy czuł się jak spluwaczka. Czasem czujemy się tacy w życiu - gdy ktoś nieustannie na nas pluje. Może ta nasza ślepota spowodowana jest właśnie tym poniżaniem przez innych, a wreszcie przez siebie. Ile razy mówimy - nie jestem nic wart, pluje na to moje życie. I Jezus wchodzi w to moje oplucie (później sam daje się być opluwanym gdy jest skazywany na śmierć). On wtedy jest najbliżej każdego z nas. To co powie św. Paweł - ten Który nie znał grzechu sam dla nas stał się grzechem, aby nas z grzechu wyciągnąć. On nas błotem i śliną uzdrawia. Tym co najbardziej może sprawiać mi ból. Pewnie codziennie ludzie przechodzili obok niego i pluli mu w twarz i Jezus robi to samo, ale nie po to, by mnie poniżyć, ale żeby dać mi zdrowie. On mówi do niego - idź i obmyj się w sadzawce Siloe czyli Posłany. Kto to jest Posłany? To Jezus. Bo tylko On może mnie z tego uzdrowić.

W ostatnim czasie albo sam, ale bardziej i częściej słyszę jak to inni są na codzień opluwani i poniżani. To sprawia, że przestają widzieć co to znaczy - że przestają patrzeć na świat, na życie i na siebie tak jak patrzy Bóg. Po prostu trudno tak patrzeć gdy życie pokazuje co innego niż byśmy chcieli. Jak patrzeć inaczej, gdy najbliżsi plują ci w twarz. Jednak rozważając ten tekst doszedłem do kilku wniosków, które teraz muszę tylko zrozumieć i odnaleźć w swoim i innych życiu.

Jeżeli chcę widzieć i patrzeć na świat jak Bóg to muszę zdać sobie sprawę, że wcześniej musi przyjść Bóg, by napluć mi w twarz - po to bym przejrzał! A potem tylko muszę wyznać wiarę w Niego i będę widział!

Jeżeli ktoś pluje mi w twarz, to wiem, że to właśnie w tym momencie Bóg uzdrawia mnie ze ślepoty, która jest we mnie. Gdy ktoś pluje ci w twarz to jest ten moment, gdy Bóg stoi nad tobą, bierze błoto i uzdrawia ci spojrzenie na życie.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

W tekście tym jest podstawowy, istotowy błąd. Bóg nie opluwa, by uzdrowić, lecz wykorzystuje te same "narzędzia" poniekąd. z tego co do tej pory było przyczyna cierpienia czyni własne narzędzie, ale wykorzystuje je inaczej i to jest ta istota-On nie pluje, On miesza własna ślinę z błotem, tworzy lekarstwo. Pamiętaj, Pan Bóg nigdy nie opluwa, to jest błąd w tej interpretacji