środa, 9 lutego 2011

Banał czy Westerplatte

W poprzednich moich postach starałem skupić się na banale jaki może się wkraść i nie kiedy wkrada się w przestrzeń liturgiczną. Jakie nasze życie taka też nasza liturgia. Skoro na przestrzeni wieków świat się zmienia, zmienia się życie człowieka, a więc zmienia się też styl w jakim on zwraca się do swego Stwórcy. Zmienia się podejście, ale to nie zmienia faktu, że jest gorsze, bo inne nie zawsze znaczy gorsze co też nie zmienia faktu, że nie zawsze oznacza lepsze, ale po prostu inne.
Kościół, który jest drogą człowieka do Boga, drogą prowadzącą ku Niemu ma za zadanie wskazywać właściwy kierunek i nadawać pewnego tempa w tej pielgrzymce na drodze wiary. Doskonale pokazuje nam Biblia sens nadawanie tego tempa poprzez osobę Abrahama. Człowiek będący nieustannie w ruchu, który dokonuje nieustannie weryfikacji swojego życia zdolny jest odczytać ten kierunek i jednocześnie może być pewien, że jego życie nie wejdzie w stadium banału ale wciąż będzie się przybliżało do sfery sacrum. To nie jest łatwe, ale warunkiem i rzeczywistością pomocną jest stałe nawrócenie na drogę żywej wiary. To nawrócenie, to zmiana kierunku, a czasem pójście pod prąd, pod wiatr-inaczej niż inni. Dlatego Jan Paweł II powiedział kiedyś do młodych, by mieli w życiu swoje Westerplatte, które będą bronić, o które będą walczyć i by wymagali od siebie, zwłaszcza wtedy gdy nikt od nich tego nie będzie wymagał. Łatwo jest iść pod prąd, ale nie przynosi to żadnej satysfakcji, żadnego szczęścia.
Życie może jednak może być banalne. Sami możemy stać się jego autorami. Gdy idę na łatwiznę, może więcej załatwię, może zdam egzamin, ale jestem wtedy niesamowicie banalny. Co to za lekarz, który studia przeszedł na zasadzie "pleców" czy ściągania na egzaminach. Co to za ksiądz, który przespał na wykładach wszystko to o co później zapytają się go ludzie. Owszem jeden i drugi może być "fajny" i "taki dla ludzi" ale jakże później ich życie-czy nie może okazać się banalne. Co to za polityk, który broni tylko swojej twarzy, a zapomina o twarzach tych, którzy go wybierali, albo prezentuje się dobrze, ale nic nie robi-czyż nie jest on człowiekiem banalnym. Gdzie jest to ich Westerplatte? A gdzie jest TWOJE WESTERPLATTE?

4 komentarze:

Palabra pisze...

Na pewno w tym wszystkim, w co wkładamy wysiłek i co podejmujemy właśnie dobro i autentyczność mając na względzie.

Baruch pisze...

Jan Paweł II wielu ludzi młodych zmotywował - myślę, że mnie w jakiś sposób również. To Westerplatte, którego trzeba nam bronić, to dla każdego człowieka bardzo ważna sprawa. To właśnie nasz papież - nie tylko kremówki, kajaki i anegdotki, ale konkretne, jasne, mocne nauczanie w imię Boże. Trzeba uważać, żeby tego gdzieś nie zatracić w infantylnym i chyba trochę na wyrost stworzonym pojęciu "Pokolenie JPII". Bo co z tego, że zamanifestujemy naszą przynależność do papieża - słowianina, jeśli będziemy mieli gdzieś jego nauczanie? To samo tyczy się jego następcy, który chociaż nie jest Polakiem, to przecież też jest NASZ!

Anonimowy pisze...

Przejrzałam (choć jedynie pobieżnie) blogi, które brat zaproponował jako warte zwrócenia na nie uwagi - są "w porządku", sympatyczne, fajnie pisane, lecz mam jedno pytanie - od razu przepraszam, że całkowicie nie związane z tematem aktualnego posta - dlaczego blogi, które prowadzą osoby duchowne (pytam tak ogólnie, nie w sensie pytania każdego z nich) w zakładkach ukazujących ich pełny profil podają swój znak zodiaku? O czym to świadczy, a może inaczej - na co to wskazuje? Wiem, że należałoby pytać konkretną osobę, ale chodzi mi o samo zjawisko - czemu występuje, czemu funkcjonuje coś takiego na blogach katolickich? Kojarzenie osoby wedle jej znaku co sugeruje, do czego się odwołuje, wg czego ta osoba chce być oceniona?

Marek pisze...

bo tak jest już w ustawieniach i nie można tego wykasować