piątek, 7 stycznia 2011

Tryptyk na Epifanię

Jakoś tak Święto Epifanii jest mi bardzo bliskie więc po raz trzecie postanowiłem podjąć refleksję na temat tej wielkiej uroczystości. Dziś chcę to uczynić przy pomocy notatek, jakie sporządziłem przed trzema laty podczas warsztatów chorałowych przygotowujących do celebracji uroczystości Objawienia Pańskiego, które zorganizowali dominikanie. Notatki pochodzą z konferencji jaką wygłosił o. Tomasz Grabowski OP. Będą one pewną cenną pomocą w wyrażeniu wielu myśli.





Nasze myślenie o liturgii często kierujemy w kluczu Mszy Świętej, którą znamy dobrze i w której nawet często uczestniczymy. Rzeczą normalną stało się skupiamy się i nasze myśli koncentrujemy na liturgii słowa. Tak też często podpowiadają nam komentarze liturgiczne. Jednak liturgia słowa nie jest centrum ale przygotowaniem, wprowadzeniem. Kiedy popatrzymy na historię liturgii to zobaczymy, że w niej uczestniczyli wszyscy-katechumeni i pokutnicy. Gdy rozpoczynała się liturgia eucharystyczna to wychodzili - bo tu zaczyna się najważniejsza akcja. Nie wszyscy mogli w niej uczestniczyć, bo wymagana jest tu wiara. Pierwsi chrześcijanie wierzyli, że mogą w niej uczestniczyć tylko ludzie wiary.
Liturgia, bowiem to nie treść, to nie słowo, czytane czy słuchane. Słowo jest ważne, ale nie najważniejsze. Najważniejsze jest misterium, przeżycie wydarzenia. Tego nie da się zrobić, nie jesteśmy w stanie tego uczynić bez wiary.
Przychodzimy na liturgię, by czegoś lub Kogoś doświadczyć. Tajemnica Epifanii podpowiada nam, że mamy w tych dniach przeżyć Objawienie. W tym pomaga nam słowo Boże, na którym trzeba się zatrzymać i medytować.

Jak pisałem wcześniej Epifania jest o: przybyciu Trzech Magów, Chrzcie w Jordanie i Cudzie w Kanie. Kontekstem tego święta są święta Bożego Narodzenia. 17 grudzień to początek Adwentu przed Epifanią. Słowo nam podpowiada, by zobaczyć i dostrzec oraz zadziwić się na ludzkim wymiarem Boga. Jeżeli chcemy poznać Jezusa to musimy poznać Jego człowieczeństwo.



TRZECH MAGÓW

Idą z daleka. Przychodzą i padają na twarz przed Jezusem i dają Mu dary. Wychodzą ze swoich krain, posiadłości, bo zadziwiła ich gwiazda, której nie rozumieli. Przyszli nasycić głód, pragnienie, które zrodziło się w ich sercu. Przychodzą do Jezusa. Przez to niespełnienie i nienasycenie widzą w Jezusie tym kim On naprawdę jest. Padają na twarz. Epifania bowiem to objawienie Jezusa-pokazanie kim ON naprawdę jest.



CHRZEST W JORDANIE

Skaliste brzegi Jordanu to trybuny. Są ci, którzy obserwują i ci którzy schodzą do rzeki. Jan mówi, że jest głosem. On rozumie co się stało. Działa w natchnieniu, ludzie przychodzą do niego, ale grzechy nie są rozwiązywane. Nie ma w tym pozytywnego nauczania. Oni się obmywają, ale zostają tak naprawdę sami. Są tam również ci, którzy są wysłannikami. Oni dociekają prawdy, ale boją się zderzyć z prawdą o sobie. Nie mają odwagi zdobyć się na przemianę życia. W całej tej scenerii najważniejszy jest Jan, który prowokuje Jezusa, by przyszedł do niego. Pokazuje tę brudną wodę od grzechów ludzkich. Czeka aż pokaże się Ten, kto podniesie te grzechy. Ci, którzy chcą się wyplątać z więzów grzechowych widzą Baranka. Grzech nie jest twoim tematem, ale Tego, który bierze i podnosi te grzechy.
Jezus przy Magach nic nie robi, w Jordanie nic nie robi. On jest sobą Przynosi bóstwo. I to jest najważniejsze.

CUD W KANIE

Centrum wydarzeń w Kanie Galilejskiej jest niewątpliwie małżeństwo młodych zakochanych w sobie ludzi. Jezus staje się wrażliwym na tragedię ludzi. Reaguje na biedę i cierpienie człowieka, ratuje od wstydu i pohańbienia. Jest On tu bardzo człowieczy, ludzki i w tym objawia swoją chwałę. On powołuje uczniów przed tym cudem. Nie musiał czynić cudów, by powoływać uczniów.
On objawia siebie takim jakim po prostu jest.

Teraz jest czas i sposobność, by zobaczyć Jezusa takim jakim On jest. Trzeba się odważyć na objawienie Jezusa, takim jakim On jest. Zapraszam Cię teraz do modlitwy, a potem do podzielenia się tym, jakiego spotkałeś, poznałeś i w jakiego Jezusa wierzysz. A na koniec zapraszam Cię do tego, by z Nim żyć. Życie z Jezusem jest dla odważnych. Życzę Ci odwagi!

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ojcze kochany !1 Trzeba się modlić za Polskę bo nas te powcy zjedzą !!

Anonimowy pisze...

Silne akcentowanie liturgii słowa a nie liturgii eucharystycznej jest skrzywieniem pod wpływem protestanckim, który kładzie nacisk na wspólną ucztę wszystkich a nie na Ofiarę. Jesteśmy teraz pod silnymi wpływami protestantyzmu, tylko nikt jakoś tego nie dostrzega (nie chce dostrzegać). Tak dzieje się od lat 60. ubiegłego wieku, resztę każdy w miarę rozeznany sobie dopowie...

Anonimowy pisze...

Widziałam na własne oczy Mszę gdzie Ofiara Eucharystyczna sprawowana była na biało-czerwonych pachołkach, takich jakich używa się podczas ćwiczeń nauki jazdy dla kierowców. Jeżeli to nie jest profanum, to czym to jest, jak to nazwać? Jakie uczucia religijne może to wzbudzać? Do czego skłaniać?

Anonimowy pisze...

Jestem z pokolenia, na którego oczach dokonywał się proces odchodzenia ludzi na Zachodzie Europy od Kościoła instytucjonalnego, zjeździłam trochę świata i jednej myśli dziś jestem już pewna - to odejście jest wprost proporcjonalne do wchodzenia w życie nowej liturgii, która zamiast przyciągać znudziła, rozczarowała i zniechęciła. A miało być tak ekstra, tak nowocześnie. A guzik prawda. Kiedyś wszędzie na świecie Msza katolicka to była Msza katolicka, teraz dziwactwo na czele z zabawnym wodzirejem. Dla kogo zabawnym dla tego zabawnym. Mnie po prostu płakać się chce, ot i wszystko.

Anonimowy pisze...

Macie swoją nowoczesność......... Komu w Kościele potrzebny zabawiacz tłumów, może jeszcze kilku koordynatorów ruchu pieszego, paru zaklinaczy węży, operator kamery i sprzętu audiowizualnego, a po co kapłan... zamiast niego - przemiłe panie udzielające się przy wypiekach ciast i w parafii, odważne i przebojowe feministki nie bojące się nowoczesności i wyzwań w Kościele. Aplikują prawie na stanowiska za ołtarzem, to dopiero jest wyzwanie!.. Taki jest Kościół na Zachodzie, taka Jego "uroda", i jak ma być dobrze? Jak?