środa, 19 stycznia 2011

SACRUM i BANAŁ

W ubiegły piątek i sobotę uczestniczyłem w Krakowie w wydarzeniu nazwanym: DNI O KOŚCIELE, które miało miejsce w klasztorze dominikańskim. W miarę czasu postanowiłem podzielić się moimi wrażeniami i tym co we mnie dojrzewało po wysłuchaniu panelowych wypowiedzi wybitnych gości. Dziś podejmę tematykę, która pokrótce została zahaczona w ramach wykładu pt. Euro-Kościół.



Zastanawiamy się czy współczesny Kościół przeżywa lub nie przeżywa swego kryzysu. Punkt patrzenia jak mówi przysłowie zależy od punktu siedzenia i też tak jest gdy patrzymy na obecną sytuację Kościoła w Polsce, w Europie czy na całym świecie. Jedni mówią powołując się na socjologów, że tego kryzysu nie ma, a ci, którzy zajmują się filozofią stwierdzają, że jednak jest. Prawdą jest, że jest w Europie coraz mniej powołań, że kościoły pustoszeją, a chrześcijaństwo czy Kościół, a więc nauka Jezusa nie staje się już punktem odniesienia i źródłem moralności. Państwa nie liczą się z Kościołem. Bolesnym faktem są liczne prześladowania i statystki z tym związane głoszące, że co 3 minuty ginie chrześcijanin za wiarę, za to że wierzy w Jezusa. Jednak z drugiej strony trzeba nam popatrzeć szczerzej i zobaczyć nieprawdopodobny wzrost powołań w Ameryce Południowej czy w Indiach lub Filipinach. Nie sposób zauważyć głębszej refleksji nad myślą Kościoła i rozwijającej się teologii. Nie można nie zauważyć rodzących się jak grzyby po deszczu wspólnot z radykalnym programem życia. Wszystko zmierza może nie na ilość, ale na jakość. A drugiej strony odsyłam do najnowszej książki-wywiadu z Benedyktem XVI, który mówi o wielkim wzroście liczbowym katolików, tylko w 2010 wspólnota Kościoła wzbogaciła się ok. 500 tys. osobami (dokładne dane we wspomnianej publikacji).

Jednak kryzys w Kościele jest. Miejscem tego zjawiska nie jest rosnące pogaństwo, a nawet nie rozluźnienie moralności, czy nawet nie profanum, ale to, że sacrum, które zostało powierzone Kościołowi przez Boga, a więc On sam podawany i przedstawiany w kategorii banalności. To co nam grozi to banał. Nie ma nic gorszego jak taka powszedniość, obojętność, wypalenie i banał. Ten banał zatacza coraz to większe kręgi. Wkrada się w życie Kościoła, w bardzo inteligentny sposób. O. Jan A. Kłoczowski OP, który jest autorem tego skrótu myślowego na koniec spotkania stwierdził, że Jezus błogosławił dzieci a nauczał dorosłych. Obecnie Kościół w wielu rzeczywistościach swej działalności robi zupełnie na odwrót- błogosławi dorosłych a naucza dzieci. A gdzie się podziała katecheza dorosłych. Do dzieci mówi się infantylnie, a katechiści czy kaznodzieje robią z siebie pajaców, by zaimponować, by być fajnym, spożo itd. Warto się zapytać jak wyglądają nasze liturgie. Powtórzę tu za prof. Gadaczem, że odnowa Kościoła zaczyna się od odnowy liturgii. Chcąc komuś opowiedzieć o Bogu, trzeba go najpierw przyprowadzić na liturgię, która znów powinna być sama w sobie najpiękniejszą katechezą o Bogu-Miłości. Kiedyś zapytano pewnego człowieka dlaczego chodzi do kościoła dominikanów na Mszę-odpowiedział, że jego główną motywacją było to, że widział ludzi, którzy z liturgii sprawowanej w tym kościele krakowskich dominikanów, wychodzili uśmiechnięci. On wtedy zobaczył i uwierzył, że oni spotkali się tam z żywym Bogiem.

Bóg ofiarował nam wielki skarb-jak ja go przekażę światu?

14 komentarzy:

Baruch pisze...

Piękny wpis, ale końcówka wzbudza moje wątpliwości. Chociaż Eucharystia to szczyt życia chrześcijańskiego, to nie wiem, czy by mówić o Bogu komuś należy go najpierw zaprowadzić na liturgię. Jasne, że to sacrum na pewno może kogoś przyciągnąć do Boga, ale takie stwierdzenie uogólnione kojarzy mi się z (źle pojmowanymi) tradycjonalistami, którzy źródła wszystkich problemów Kościoła doszukują się choćby w nowym porządku mszy. Cieszę się kiedy liturgia jest piękna - tęsknię cały rok za Triduum Paschalnym między innymi ze względu na liturgie. Ale wydaje mi się, że w przypadku większości moich znajomych spośród tych oddalonych od Kościoła trudno by było nawet najpiękniejszą Eucharystię przeżyć jako katechezę o miłości Boga - dla nich to by była jedna wielka i zniechęcająca nuda... Ale może ja jestem małej wiary.

Anonimowy pisze...

Bo wyrosły już nowe pokolenia, które nie znają dawnej Mszy Rzymskiej. Gdyby od dzieciństwa Ją znały - najprawdopodobniej potrafiłyby pokochać... jest już prawie za późno, ale Benedykt XVI chce uratować niszczone i zatracane sacrum Kościoła - ostatni alarmowy dzwonek. Kto go słyszy?

Anonimowy pisze...

Wreszcie temat tabu we współczesnym Kościele został poruszony. Gdy tylko lekko zwróci się uwagę jakiemuś kapłanowi na to co dzieje się z liturgią - lepiej uciekać, a tu proszę, nawet można się wypowiedzieć. Naturalnie proboszczowie zatykają uszy, nawet słyszeć nie chcą, że coś jest nie tak, a biskupi..? Jednym słowem: dobrze nie jest...

Palabra pisze...

Świetnie napisane :)

Ciężar, serce Kościoła jakby się przenosi, przesuwa ze starego kontynentu - jedni mówią, że do Ameryki Łacińskiej, inni że do Afryki. Tak Kościół się nie kurczy, wręcz przeciwnie.

Nie dajmy zbanalizować Kościoła.

I rozróżniajmy to, komu wystarczy pobłogosławić, a od kogo trzeba wymagać i go uczyć.

marek.cssr pisze...

@Baruch: Może krótko podjąłem ostatnią myśl-myślę, że wkrótce coś uda mi się więcej napisać na ten temat. W żadnym wypadku nie potwierdzam i nie lansuje myśli źle rozumiejących tzw. tradycjonalistów, którzy jak to napisałeś doszukują się wszelkich problemów Kościoła w nowym porządku mszy. Nie mam nic do nowego ani tym bardziej do starego porządku liturgii, jestem po tej myśli, że dobry gospodarz bierze ze starego i nowego spichlerza-to też doskonale odnosi się do liturgii. Wspomniałem o doświadczeniu ludzi na liturgii u dominikanów-też tego kiedyś doświadczyłem i zawsze gdy jestem w Krakowie to staram się być u nich na Eucharystii. Ważne jest by choć raz w życiu doświadczyć piękna i mocy liturgii.Życzę Ci też tego. Liturgia sprawowana wg tego co daje nam Kościół jest niesamowicie pięknym doświadczeniem nawet dla tych, którym daleko jest do kościoła. Mam takie doświadczenie gdy byłem na nieszporach gregoriańskich w Krakowie u wspomnianych OP. Widziałem jak tam ludzie przychodzi popatrzeć. Może na początek to wystarczy-patrzyć na piękno, które zachwyca i pociąga, a Bóg powoli przez to będzie przemawiał. I nigdy nie wolno, nie tyle co nie trzeba ale nie wolno nam iść na łatwiznę, by się przypodobać młodym itd. To jest rzecz bardzo zdradliwa w liturgii...

@ anonimowi: trzeba nam rozmawiać, dyskutować, nie popadać w skrajności ale umiejętnie wynosić wnioski i zawsze kierować się roztropnością i miłością.

ps. Popatrzmy na Francję i rodzące się tam wspólnoty i ich liturgię, popatrzmy na liturgię papieską. Dziś przeczytałem kilka zdań Benedykta ze wspomnianej w artykule książce-wywiadzie, z jakim szacunkiem wypowiada się nt. Novus Ordo Missae-nie krytykuje jej porządku i układu a tym bardziej przyjmowania komunii na rękę, ale przypomina sens i wartość każdej liturgii. Słuchajmy więc co nam mówi Kościół.

Baruch pisze...

@marek_cssr
Dzięki za życzenia doświadczenia piękna i mocy liturgii - doświadczyłem i liczę, że będę wciąż doświadczał. Moja polemika odnosiła się jedynie do stwierdzenia o zaprowadzeniu kogoś na liturgię jako katechezę. Ale i owej "katechetycznej" właściwości liturgii nie śmiałbym negować, poza tym czuję się laikiem, więc mówię o swoim odczuciu na bazie mojego drobnego doświadczenia, wiedzy i obserwacji.

Co do komentarza to się w pełni podpisuję "obiema ręcoma" - dodam od siebie jednak, że dla mnie Komunia "na rękę" to zawsze - niestety - nieprzyjemne przeżycie. Nie sam Pan Jezus, ale forma Jego przyjęcia oczywiście.

Anonimowy pisze...

Papież Benedykt XVI nie podaje nigdy Komunii na rękę, tylko na klęcząco i do ust, a liturgię sprawował przy sześciu świecach i przy krzyżu postawionym na środku, nie na uboczu.

Anonimowy pisze...

Komunia na rękę została wprowadzona niejako "na siłę" pod wpływem niektórych Episkopatów na świecie, był wywierany nacisk na Stolicę Apostolską. Taka Komunia miała być udzielana tylko w drodze wyjątku, ale rozeszło się to po całej Europie Zachodniej. Wystarczy zrobić małą szczelinę żeby dym mógł się przedostawać... Wystarczy raz ustąpić a ktoś to wykorzysta... Czy w tych miejscach, o których pisze się, że liturgia jest piękna podaje się Pana Jezusa na rękę czy też może inaczej?

Anonimowy pisze...

Paweł VI też kiedyś był pod straszliwą presją "reformatorów". Chciano nawet zalegalizować środki antykoncepcyjne jako jedną z form planowania rodziny i tylko osobista interwencja Papieża uchroniła Kościół przed tym krokiem i chyba kompromitacją dziejową, to co się wtedy działo z Kościołem powraca echem do dnia dzisiejszego, nic nie jest bez znaczenia... Chciano też pomniejszyć rolę Maryi i wiele innych historii też się wtedy wydarzyło, które właściwie powszechnie nie są znane (może dobrze, że nie są znane). Niesłusznie czasem posądza się Pawła VI o ten cały nowinkarski zamęt, on tak naprawdę uratował Kościół przed falą nowoczesności, która zalać Go chciała ostatecznie.

Anonimowy pisze...

A jeżeli to nie zastanawia - inny przykład: z Kanonu usunięto aż sześć modlitw z ośmiu pierwotnie istniejących, jedna została "zmodyfikowana" i tylko JEDNA pozostała... spora rewolucja prawda? Dalej: usunięto prawie wszystkie znaki krzyża czynione przez kapłana, ograniczono prawie wszystkie pokłony i przyklęknięcia - czy to są zmiany w duchu czerpania z dorobku pokoleń czy w istocie odcinanie gałęzi, na której się siedzi... ta gałąź już ledwie się trzyma...

Anonimowy pisze...

Nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta, ale w latach 70. Kościół przepraszał wiernych za zgorszenie, którego powodem były eksperymenty dokonywane na liturgii. W chwili obecnej Papież woła o reformę reformy liturgii, o REFORMĘ REFORMY!

Anonimowy pisze...

nigdy ale to przenigdy nie chciano w reformie posoborowej zalegalizować środków antykoncepcyjnych. Przepraszam, ale nazwę niektóre wypowiedzi zbyt naciągnięte-delikatnie ujmując.Trzeba nam rozmawiać i dyskutować na takie tematy ale polecam się czcigodnym czytelnikom anonimowym, aby przeczytali cały mój wpis, który w całości obejmuje bardziej szerszy temat i w żadnym wypadku nie ma krytyki Kościoła, reformy i wykonawców jej począwszy od papieża po kapłanów. Pozbądźmy się teorii spisku, że to co po Vaticanum to tylko zło i masoni wraz z liberałami i odsyłam do najnowszej książki-wywiadu (już po raz trzeci to piszę) z Benedyktem XVI-on tam wiele spraw genialnie rozjaśnia i tłumaczy w sposób bardzo zdrowy i sensowny.

Marek

Anonimowy pisze...

Masoni mówią jasno: nie zniszczymy Kościoła siłą, ale zepsuciem obyczajów. A jak najprędzej i najskuteczniej niszczyć obyczaje? Kiedy zniknie wszystko co piękne (piękno jest kształtem miłości). A ponieważ w sercu człowieka nie ma próżni - automatycznie wejdzie w to miejsce coś innego. Zło jest brakiem dobra. Nie ma piękna - będzie wynaturzenie, nadużycia i wykoślawienie jak z tym zwierciadłem z mądrej bajki. A komu raz zasmakuje brzydota może nigdy nie zauważy piękna nawet gdyby stawiać mu je przed oczy. Bo nie był ukształtowany przez piękno. Nowoczesne miejsca kultu są albo brzydkie albo puste (puste w znaczeniu nie braku ludzi ale sztuki sakralnej). Te bielutkie i gołe ściany nie nastrajają do niczego - biała totalna przestrzenna pustka... nijaka, zimna, obca, gdy bardzo zacznie się szukać wzrokiem - można jeszcze zauważyć słabiutkie i nikłe światełko. Zawsze wtedy myślę, że Bóg strasznie marznie w tych nieprzytulnych salach modlitwy, bo to przypomina bardzo sale modlitwy, a przecież jest Kościołem. Tylko takim jakimś wymrożonym... jakby skutym w okowach lodu. Mieszkam w dużym mieście i wszystkie kościoły tak wyglądają, tęsknię do wnętrza, które tworzyło gorące serce, ale teraz wszędzie wokół tak zimno, obojętnie.

Anonimowy pisze...

Albo jest pusto albo jak na jarmarku. Czemu nie może być tak jak należy.