poniedziałek, 24 stycznia 2011

o Sacrum i Banale ciąg dalszy następuje w deseniu liturgicznym

Pomyślałem sobie, że trzeba dokończyć myśl rozpoczętą przed paroma dniami i żywo komentowaną. Podejmując temat kryzysu Kościoła zaakcentowałem pewien znak pojawiający się podczas naszych liturgii-może to jeszcze nie kryzys i myślę nawet, że jest zbyt wcześnie by można krytykować wszelako reformę liturgiczną dokonaną po Soborze Watykańskim II.
Ważne jest też, by umieć wyrażać swoje opinie i zdania w sposób mądry, bo chodzi tu o rzecz naprawdę świętą, najświętszą. Reforma, która się dokonała była wynikiem pracy ludzi przez wiele dziesięcioleci. Nie sposób wspomnieć tu Ruchu Liturgicznego rozpoczętego przez Benedyktynów i wielu wybitnych postaci. Skoro Benedykt XVI z całą swą wielką roztropnością wzywa do zastanowienia się nad "reformą reformy" to w żadnym wypadku nie przekreśla tego co się dokonało w latach 60 w sposób bardzo gwałtowny (a w Polsce trochę później) ale zaprasza nas do ponownego odczytania postanowień soborowych. Z pewnym nastawieniem trochę maniakalnym zapraszam po raz kolejny do książki-wywiadu, ale również do Adhortacji Sacramentum Caritatis i jego licznych wypowiedzi. Owszem liturgia rzymska w swym rycie przedsoborowym uwrażliwiała nas i nastawiała bezpośrednio na sacrum, ale brakowało w niej widocznego dialogu pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Bardzo lubię rozczytywać się w tym jak ta liturgia wyglądała, oglądam filmiki i przeglądam zdjęcia, gdzieś w sercu mam pragnienie uczestniczenia w takiej liturgii, ale wyczuwam pewną obocość i niezrozumienie. Obecna forma liturgii jak najbardziej również nastawia nas na sacrum. Rzetelne skupienie się na tym co nam Kościół podpowiada i odczytanie nie tylko rubryk (jakby didaskaliów, pisanych w kolorze czerwonym) ale przede wszystkim nigryk (tekstów modlitw, nazwa od koloru czarnego) wprowadza nas we wspaniałą rzeczywistość świętej liturgii, która wbrew wielu podjerzeniom i oskarżeniom w sposób niesamowity łączy w sobie to co stare i nowe. Problem nie tkwi w liturgii, ani też wbrew wszelkim pozorom w jej formie, ale w wykonaniu. Tu następuje czasem, bo to też nie zawsze, ale zdarza się takie zejście nieprzemyślane i zbyt gwałtowne z sacrum do banału. Czasem argumentem jest dobro wiernych, a w tym dzieci dla których celebrans czy kaznodzieja robi z siebie istnego pajaca. Ale o tym pisze wiele portali internetowych. Dla mnie takim zejściem na kanał banału jest skracanie liturgii, opuszczanie niektórych fragmentów, modlitw, czytań Pisma Świętego, co bardzo jest widoczne w czasie Liturgii Triduum Paschalnego. Mam doświadczenie pewnego schodzenia na poziom banału podczas mszy tzw. młodzieżowych lub lepiej określić to z udziałem młodzieży, bo jak msza może być młodzieżowa-tu kpjarzy mi się słowo "na luzaka" lub dziecięca z odcieniem infantylnym. Chrystus nie umierał na Krzyżu ani też nie wstawał z grobu, czy nie zasiadał do Ostatniej Wieczerzy - na sposób dziecięcy czy młodzieżowy. Zastanawia mnie fakt, że skoro tyle sie mówi, że w niedzielę najważniejszym momentem jest Eucharystia, jako centrum dnia i szczyt tygodnia, to dlaczego przychodząc do kościoła dane mi jest max. 60 minut, ale najlepiej, żeby by to trwało 40 max 45 min. i wszystko na zasadzie-odprawienia obowiązku. Nie dziwię się wcale, że ludziom się nie chce w tym wypadku chodzić do kościoła, nie dziwie się, że stoją na zewnątrz, a gdy wejdą to jakoś specjalnie nie ciągnie ich do przodu, bo mało jest takich, którzy najpierw wierzą, a następnie tak to celebrują, że rzeczywiście widać spotaknie z żywym Bogiem. Za takimi liturgiami tęsknię. Wiele razy doświdczyłem takich momentów pięknej liturgii począwszy od Triduum Sacrum poprzez liturgie celebrowane (nie odprawiane) w ciągu roku. Warto nam wszystkim, nie tylko kapłanom, diakonom czy klerykom lub osobom konsekrowanym, ale wszystkim podjąć pewną reformę reformy powrotu do sacrum i odrzucenia tego co banalne. Jeżeli liturgia będzie banalnie sprawowana to i całe życie takie będzie. Trzeba nam wszystkim zacząć dyskutować ale też podejmować konkretne kroki i inicjatywy, byśmy mogli rzeczywiście doświadczać spotkania z Bogiem-Miłością.

Dziś trochę o banale w przestrzeni liturgicznej, a w najbliższych dniach będzie coś więcej na innych poziomach. Pozdrawiam was i zapraszam do wspólnej dyskusji. Dzielmy się tym jak to rozumiemy i jak przeżywamy. Dzielmy sie spostrzeżeniami i marzeniami, doświadczeniem i skojarzeniem.

Z Bogiem

16 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Wspaniały tekst, bardzo prawdziwe i mądre słowa br. Marka! Tak rzeczywiście jest z naszymi liturgiami. Gdzieś po drodze w tym wszystkim zagubiliśmy Boga. A potem się dziwimy czemu ludzie nie garną się do Kościoła. Bo Go tam nie odczuwają.
Pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Na Mszach z udziałem młodzieży czasem jest dziwna muzyka, rozdrażnia i przeszkadza w skupieniu, sądzę, że absolutnie nie spełnia swojej roli w niektórych przypadkach.
Z trudem można zauważyć gdzie znajduje się krzyż, tak daleko zawsze jest odsunięty i ginie w dekoracjach jako jeden z wielu elementów.

Baruch pisze...

Podpisuję się pod wpisem Czcigodnego Diakona w pełni.

Sam tylko odniosę się do wspomnianych mszy dla dzieci - mam na nie naprawdę konkretną alergię...

Szczególnie, że trzon wiernych na tej mszy to dorośli. A nawet gdyby tak nie było, to takie infantylizowanie liturgii to... dramat. Czasem można się zapytać - czy tam wciąż jest kapłan, czy może raczej jakiś wodzirej liturgiczny.

Może przemawia przeze mnie pycha, może nie mam wykształcenia teologicznego i powinienem zamilknąć - ale racji bytu tego typu hybryd liturgicznych nie umiem sobie wytłumaczyć.

Anonimowy pisze...

Mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz w kwestii tego tematu: dlaczego sami kapłani nie wypowiadają się bardziej jasno na ten temat. Tylko my, ludzie świeccy wyrażamy swoje opinie - księża raczej milczą...
Czy dla konkretnego kapłana sprawującego świętą Liturgię naprawdę obojętnym jest to w jakiej formie ją odprawia? Czy nie chce by była piękna? Czy jego własne kapłaństwo nie cierpi na tym, nie ponosi pewnego rodzaju uszczerbku, zubożenia - jeśli można tak to nazwać?
Wiem, że jako kobieta nigdy nie pojmę, nie zrozumiem tej przestrzeni, w której kapłan jest tylko z Bogiem, nawet nie mam prawa tego oceniać, to nie moja "bajka", ale może jednak sami kapłani rozwialiby pewne wątpliwości... jasne, że nie wolno nam przy tej całej krytyce grzeszyć jeśli atakuje się kapłaństwo samo w sobie - to jest ciężkim grzechem - jednak domagać się szczerych odpowiedzi na pytania sądzę, że jak najbardziej.
Dlatego zapytuję czy sami księża nie dostrzegają jak całkowicie inaczej wygląda ich kapłaństwo podczas pięknej liturgii, a jak całkowicie inaczej gdy liturgia przypomina festyn ludowy. Czy to jest bez znaczenia również wobec umocnienia ich powołania, wobec wielu też innych spraw z tym związanych?
Alicja

Anonimowy pisze...

Co do tych nieszczęsnych Mszy dla dzieci słusznie Baruch napisałeś. W mojej parafii jest dokładnie taka sama sytuacja i podejrzewam, że w wielu miejscach jest identycznie - niestety. Dorośli ciężko znoszą te ok. 45 minut wrzawy, starsi naprawdę ciężko. Dzieci natomiast traktują to zabawowo, rozrywkowo, Pan Bóg służy im do zabawy - na kogo wyrosną w przyszłości? Kim dla nich będzie Osoba Jezusa Chrystusa? Jeszcze jedną zabawką z dzieciństwa, którą potem rzuca się w kąt? "Powyrastają" z religii i kościoła jak wyrasta się ze starych ubrań czy butów? Powkładają przykazania między bajki. Tam też zapewne znajdzie się i Pismo Święte - wśród bajek.
O ile wogóle się gdzieś znajdzie.
Niech kapłani głośniej o tym mówią, bo naprawdę szykuje się dramat. Te dzeci będą kiedyś rodzicami, kapłanami - jakimi będą? Jak będą postrzegać Boga, świat,siebie, wszystko...

Anonimowy pisze...

Ciekawe na jakiej ziemi już niedługo będziemy żyli.............

Anonimowy pisze...

"Jeżeli liturgia będzie banalnie sprawowana, to i całe życie takie będzie" - o to chodzi właśnie. To ma wpływ na całego człowieka, nie tylko na tę godzinę w niedzielę czy innego dnia.

Anonimowy pisze...

Coś się porobiło z księżmi, kiedy razem z wiernymi odmawiali różaniec śpieszyli się z tym tak bardzo, że ludzie nie nadążali powtarzać słów za nimi. Nie wyglądało to dobrze, chwilami komicznie, lecz w sumie żal. Nie był to budujący i dobry przykład.

Anonimowy pisze...

U naszego proboszcza przez miesiąc mieszkała kobieta, o której wszyscy wiedzieli jakim zawodem zajmuje się ta pani. Inna kobieta - szczęśliwa mężatka - musiała wyjechać ze swoim mężem do innego miasta, gdyż proboszcz starał się w niekonwencjonalny sposób "umilić" jej życie. Nadal jest proboszczem. Tyle, że teraz sprawa ucichła i już jest spokój.

Anonimowy pisze...

To czy i ile ksiądz ma dzieci oraz jak duże mieszkanie kupił swojej kobiecie (może i znam taką sytuację) nie jest tematem tego blogu, to nie miejsce na omawianie takich historii.

marek.cssr pisze...

@@ dwóch pierwszych anonimowych (można czasem-choć imię napisać): No właśnie gdzieś po drodze zapomnieliśmy najpierw zapomnieliśmy czym jest liturgia (gdy ktoś krzyczy, że liturgia upada to proszę go najpierw o definicję liturgii) bo jakże może upadać coś co jest dziełem Boga i w którym działa Bóg i w którym urzeczywistnia się Jego obecność i moc.
Gdzieś po drodze zagubiliśmy to w jakim celu się spotykamy na liturgii i wychodzimy z niej "jakby" nieowocnie. Powiem jakby bo wierzę, że Bóg i tak obdarza nas swoją mocą mimo naszej ignorancji. Czasem liturgia staje się koncertem i to schola czy zespół lub nie daj Boże kapłan jest ważniejszy od samego Chrystusa. Na ile zespół na mszach z udziałem młodzieży czy dzieci ma pomagać w modlitwie, ma modlitwę animować i uwydatniać i prowadzić do lepszego zrozumienia usłyszanego słowa i przeżywanego misterium to jakoś rzadko można się z tym spotkać. Jest wiele wspólnot i ośrodków, parafii i miejsc gdzie pielęgnuje się przygotowanie i sprawowanie liturgii, ale ciągle jest to za mało.

@Tomku ja również mimo studiów teologicznych nie rozumiem tego infantylizowania i tych wszelakich hybryd liturgiczno-muzycznych. Wiele dyskusji na ten temat przeprowadziłem, wiele emocji uwydatniłem, czasem nawet kończyło się niepotrzebnymi słowami. Jednak nie wolno nam milczeć, trzeba mówić. Można przecież przygotować piękną liturgię w której udział biorą dzieci i młodzież, bez wygłupów i błazenady. Może być dobre kazanie/homilia, pieśni a nie pioseneczki spod ogniska czy salki i można razem przeżyć misterium. A ja się pytam gdzie ono jest na tych wszystkich infantylnych spotkaniach w niczym czasem nie przypominającym liturgii, gdzie zamiast części stałych bierze się inne teksty itd.

@Alicjo: są kapłani, którzy na ten temat się wypowiadają. Podsyłam na stronę www.liturgia.pl Są klerycy, osoby konsekrowane czy diakony, którzy dla których nie jest to temat tabu i o tym mówią i piszą. Owszem jest nas mało, ale wciąż to grono się powiększa. Jeszcze raz to powtórzę-musimy na ten temat rozmawiać i dyskutować. Musimy się dobijać i robić wszystko by to co jest najświętsze było najważniejsze.

@ przed ostatnia Anonimowa osoba: dziękuję za wypowiedź, lecz ona nie jest związana z tematem blogu i tego wpisu. Tu każdy ma prawo wypowiedzi lecz niech każde słowo będzie przesiąknięte przede wszystkim prawdą a nie plotkami i oczernianiem. Na tym krótko kończę..


Piszmy dalej i dzielmy się swoimi spostrzeżeniami...a za nie długo kolejny wpis na ten temat!

Fk pisze...

Otóż... banalizowanie tej ,,Najświętszej, Najważniejszej" sprawy, jak to brat określa, bierze się już ze sprawy, o której brat pisał w poprzedniej nocie. Takie moje zdanie. Ale jak coś ma być poważne i być ważne dla nas, gdy zostaje zbanalizowanie od trzonu, o którym poprzednicy piszą?
Z przykrością patrzy się na pewne formy mszy, ale nie dlatego - że jest taka ich forma ze względu na dzieci, młodzież, czy na osoby starsze. Ale problem sięga głębiej. Jeśli wiem, czym DLA MNIE jest liturgia - to odnajdę Prawdziwego Boga - obok denerwującej pani, krzyczących dzieci, czy innych irytujących spraw... Nie wiem, czy odpisałam na temat, bo brat tu takie mądre rzeczy pisze, jako zafascynowany i kochający liturgię - a ja tylko, a może aż? Z punktu osoby przybywającej spotkac się z Bożym Słowem i Ciałem w Komunii. :)

Anonimowy pisze...

Trzeba modlić się o dobrych kapłanów! Święty kapłan zawsze będzie celebrował Mszę w godny sposób. I odwrotnie - słabo ugruntowany w służbie Bogu i ludziom (w tej kolejności, a nie odwrotnie) - będzie banalizował i upraszczał wszystko, w tym i te najświętsze czynności jakie sprawuje przy Ołtarzu. Będzie wykonywał je, ale nie poruszy serc, nie rozjaśni myśli, po prostu - nie stanie się "in persona Christi" dla oczu, które szukają obrazu Boga niewidzialnego...
"Będziemy mieć takich kapłanów jakich wymodlimy" jak gdzieś słyszałam, a można dopowiedzieć - na jakich zasługujemy, jeśli się nie modlimy...
Tak wiele razy w swojej historii Kościół był z różnych stron rozszarpywany, a to przez pleniące się herezje, a to przez słabości także wewnętrzne, a to jeszcze inne doświadczenia i przetrwał. Bóg nie zostawi swego Kościoła i dziś. Kiedyś św. Franciszek z Asyżu usłyszał słowa - Franciszku, napraw Mój Dom. Dziś też znajdą się osoby, które będą opatrznościowe dla Kościoła, będą błogosławieni i święci. Tylko nie bez modlitwy...
Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że modlitwa za kapłanów jest modlitwą szczególną (szczególnie też przez szatana znienawidzoną), ma swój specyficzny charakter i piękno! Z serca polecam ją gorąco każdemu człowiekowi dobrej woli. Modlitwy za kapłanów są jak diamenty rozświetlające duszę - ofiarowujesz siebie za nich a Bóg w swojej nieskończonej Dobroci daje wszystko wzamian, nic nie tracisz, wszystko zyskujesz. Ale trzeba nie żałować oddać czas, również cierpienie, siły i fizyczne i duchowe czyli siebie jednym słowem.
Od lat modlę się za dziewięciu kapłanów, są z różnych miejsc, różnie celebrują Msze, mają różne temperamenty,po prostu różnią się jak wszyscy, ale nie można zaprzeczyć, że bezgranicznie kochają Boga, a On uczynił ich źrenicą swoich oczu. Tego nie można udawać, prawdziwej miłości nie można udawać, jest albo jej nie ma.
Ten przykład modlitwy w moim życiu przekazuję by zachęcić do tej modlitwy wspaniałej, bo może przynosić błogosławione owoce: kapłanów, którzy z pełną świadomością sprawują to wszystko do czego Bóg ich powołał, w tym także liturgię potrafią natchnąć świętością a nie banałem, potrafią zamiast kiczu ukazać źródło Życia i Świętości. I przepraszam, że mój wpis ciągnie się w nieskończoność, ale tak jakoś natchnął mnie (jednak pozytywnie mimo trudnego tematu) tekst brata Marka. Alicja

Kamil Falkowski pisze...

Dobrze napisane! Bardzo trafnie. Osobiście nie jestem za celebrowaniem liturgii na sposób trydencki. Uwazam, że duchowość sprzed reformy należy przenieść na czasy dzisiejsze. I robić wszystko, aby "dzisiejsza" liturgia była dziełem Kościoła dla Pana.
Co do mszy młodziezowych... Hm, są rózne "duchowosci" litrgii. Msza "w ciszy", z organami, ze spiewami TAIZE, recytowana, z gitarami. Ja bym nie potępiał różnych ... "form", tak to nazwijmy. To jest potrzebne. Czasem dla mnie,czasem dla kogoś, kto siedzi obok. Ważne, abyśmy uznawali to za coś, co czynimy dla Boga, a nie dla nas samych. Choć, oczywiscie, nasza atmosfera, nastawienie i w koncu Duch, który aktualnie czujemy ma znaczenie. Na liturgii powinnismy sie czuc dobrze. Choc nie moze byc "szopką" i folklorem.
PS
Chciałem spytać, skąd masz to zdjęcie krzyża? :)

Anonimowy pisze...

Pytanie jednak jak bez utracenia czegokolwiek przenieść wszystko co było na czasy dzisiejsze, bo porzucenie jakiegokolwiek elementu stworzy niepełność, tak uważam. Poza tym tworzenie różnorodnych liturgii zdaje mi się naciąganiem by przypodobać się ludziom, nie jedynemu Bogu. To ludziom zawsze ma podobać się liturgia, ale czyż nie jest tak, że to Bogu składana jest Najświętsza Ofiara i to On jest Odbiorcą i "głównym bohaterem"? To Jemu przede wszystkim staramy się podobać, by On był szczęśliwy patrząc na wiarę swych wyznawców. A w takim razie czy może podobać się Mu jakieś czynienie z Mszy mieszanki religijno-rozrywkowo-intelektualnej i nie wiadomo co jeszcze w sobie mieszczącego zbioru rozmaitych naszych pomysłów? Czy trzeba udoskonalać gdy już dawno została postawiona przysłowiowa kropka nad "i"? Koniec wieńczy dzieło, uważam, że to dzieło już powstało i zostało ukończone. My je teraz zaczęliśmy niepotrzebnie zarysowywać i kruszyć, niektórzy chcą burzyć całkowicie i stawiać na nowo pewien twór w zgodzie z innymi obecnie obowiązującymi kanonami - ryzykowne i bardzo niebezpieczne przedsięwzięcie (obarczające również ogromną odpowiedzialnością jego twórców przed Bogiem i historią). Może ktoś powie, że to przesada, ale skutków tego na przyszłość nie można całkowicie przewidzieć więc tym większy niepokój powinna wzbudzać beztroska euforia radosnej twórczości okołoliturgicznej.
Alicja

Anonimowy pisze...

PS I coś jeszcze mnie zastanawia - dlaczego tak kurczowo przypinają się współcześnie prawie wszyscy do słowa zmiana - wszystko zmieniać, zmieniać, poprawiać, etc.... Słowo zmiana może mieć różne znaczenia, może rozbiegać się w różnych kierunkach - jak się idzie zbyt szybko naprawdę łatwo zabłądzić i na dodatek jeszcze długo być święcie przekonanym, że idzie się dobrą drogą. Ala