piątek, 31 grudnia 2010

jaki był ten rok?

Nadszedł czas, by podsumować miniony rok, który już powoli mija, a o którym już za niedługo będziemy mówić, że był 2010, a jest już 2011.



Nowy Rok 2010 przywitałem w Poznaniu na spotkaniu Taize, a dokładnie stojąc na balkonie z jednym z moich współbraci ze wspólnoty gliwickiej. Wtajemniczeni wiedzą o kogo chodzi, ale to nie jest ważne. W planach było by ten rok też tak zakończyć, ale żegnać będę go w gronie bliskich znajomych, w gronie kameralnym i nadzwyczaj myślę spokojnym. Potem była pierwsza w moim życiu w takiej roli przeżyta wizyta duszpasterska zwana kolędą. To był jeden z nielicznych najpiękniejszych momentów w moim życiu. Do dziś pamiętam i wspominam te osoby, które wtedy mnie przyjęły, z którymi rozmawiałem - pamiętam twarze uśmiechnięte i te po których płynęły łzy. Pamiętam ludzi poukładanych i tych, którym życie się powykrzywiało i pokiereszowało na wszelakie sposoby. Pamiętam ludzi mieszkających na wysokim standardzie i żyjących w wielkiej nędzy i biedzie, ludzi starszych i młodych, wielodzietnych i samotnych, wierzących i nie praktykujących, tych co spotkali i tych, którzy szukają nadal Pana Boga. Te dni przewróciły moje życie do góry nogami! I chwała za to Bogu! Potem były ferie w domu, potem z Zakopanem z dzieciakami, a w między czasie pogrzeb księdza pochodzącego z mojej parafii rodzinnej. Był w sile wieku, człowiek burza, szaleniec Boży, a On zapragnął go mieć właśnie wtedy. Później byłem w Warszawie, a w drodze powrotnej drogą krótszą do Gliwic w Poznaniu. Tam też dokonało się wiele spotkań. Później przyszedł Wielki Post, rekolekcje ze współbratem dla dzieci i młodzieży, a jednocześnie dla siebie samego. Przyszedł kwiecień, a więc Paschalne święta, wyjazd do domu na jeden dzień a potem pielgrzymka do Czech, Austrii i Niemiec. Katastrofa Smoleńska, do dziś goi się w sercu ta informacja. Byłem w Krakowie na pogrzebie pary prezydenckiej by pomagać w rozdawaniu komunii świętej. Potem niedziela powołaniowa.....ale ale wcześniej w Wielkim Poście: Droga śmierci na jawie, czyli historia człowieka skazanego na śmierć i moja ludzka historia, moja droga krzyżowa, ludzka, człowiecza. Było to możliwe tylko dzięki wspaniałym ludziom z Gliwic. Zrobiliśmy coś pięknego! Potem był maj, a w maju częste wędrówki rowerowe, a końcem miesiąca wyjazd na pielgrzymkę do Francji. Czas łaski i przemiany. Potem wyjazd na prymicje i powoli kończące się moje praktyki w Gliwicach. Dopuszczenie do ślubów wieczystych, pożegnanie z "Domkiem Dobrych Serc" , choć nie było łatwo. Minął czerwiec a w tle pozostawały wspomnienia po katechezach w przedszkolach, które stawały się moją oazą, szkole podstawowej i LO. Minął czas szczególny, a to co się działo w moim sercu gdy wyjeżdżałem wie tylko sam Bóg i ja. Jemu to chwała za tych ludzi, których spotkałem i z którymi choć jedno słowo zamieniłem, jedną kawę wypiłem czy zjadłem jedno ciasteczko ;) Za to, że byli mi jak koło ratunkowe, które rzuca się tonącemu, a ja nie okazałem się brzytwą.
Potem był Miesiąc Odnowy Duchowej w Tuchowie, a przed nim Wielki Odpust Tuchowski, od 6 sierpnia rekolekcje na Słowacji i 15 sierpnia ŚLUBY WIECZYSTE. Od tej pory w życiu kierownikiem na zawsze jest Bóg. Ja sam nie potrafię iść, ale On mnie nieustannie podnosi. Potem były wakacje w domu, pielgrzymka znów do Francji, pobyt w Gliwicach i znów w Poznaniu, wakacje w domu, rekolekcje w Kościelisku i 25 września ŚWIĘCENIA DIAKONATU. I od początku października studia i tak się to toczy po dzień dzisiejszy. W między czasie byłem na niedzieli misyjnej w Gliwicach i na kilku pogrzebach w różnych miejscach Polski. Był też już IV Misyjny Jarmark z Aniołami, który gdzieś w historii był moim pomysłem. Cieszy serce to, że jeszcze ta inicjatywa trwa. Bóg temu błogosławi! Chwała Mu za to.

W wielkim skrócie podsumowałem ten rok. Więcej jest w sercu i więcej opowiem Bogu na modlitwie. Bo to czego On dokonał i dokonuje w moim życiu nie da sie wyrazić słowami, ale jednynie życiem pełnym wdzięczności. Jemu chwała i dzięki wielkie wam, drodzy cisi przyjaciele!

3 komentarze:

Ala :) pisze...

Rok temu się widzieliśmy na Taize :D
tak do dzisiaj pamiętam, że urwałeś mi kapselek po tymbarku, który miałam przyczepiony do torby o!

Wszystkiego dobrego i wiele Błogosławieństwa na ten Nowy Rok ;))

Fk pisze...

Wszystkiego błogosławionego! ;-)

Agnieszka pisze...

Niech Ci Pan błogosławi każdego dnia!

Niech cię Pan błogosławi i strzeże,
niechaj Pan daje pokój ci.
On miłością napełnia serce twe,
zawsze z tobą jest