wtorek, 22 czerwca 2010

jestem kochany w moich słabościach

Dziś miałem możliwość wypowiedzenia się na większym forum, podczas nowenny, szkoda, bo to już po raz ostatni w Gliwicach w czasie moich praktyk. Podjąłem dziś temat zaakceptowania samego siebie, a szczególnie akceptacji tego co najbardziej mnie boli lub jest wstydliwe- choroba, cierpienie, wady, pochodzenie itd. Zakończyłem moje kazanie porównaniem, by rany przemieniać w perły i jako najcenniejszy dar właśnie taki ofiarować Jezusowi. On najlepiej umie przemieć to co trudne w piękne rzeczy, no i oczywiście najpiękniejszym darem dla Niego są moje zranienia.



Później przyszła mi myśl, że właśnie to każdy z nas w tych ranach najbardziej jest kochany przez Jezusa. W cierpieniu, w bólu, chorobie jesteśmy najbardziej szczerzy i autentyczni. To co możemy dać Mu najcenniejszego to nasze rany. A przecież On też daje nam swoje rany, w których jest nasze zdrowie. Taki paradoks piękna. Uderzyła mnie ta myśl bardzo mocno podczas Eucharystii, gdy mój współbrat podnosił kruchy kawałek chleba, pokarm na życie wieczne, który łamany jest, byśmy mogli się nim pożywić. Połamane staje się pokarmem na życie wieczne. Jezus kocha mnie w tych momentach mojego życia gdy jestem właśnie połamany, pokruszony, powykręcany i odrzucony.
Jezus kocha moje rany, bo widzi w nich podobieństwo do siebie.
kocha mnie takiego jakim jestem
kocha mnie kiedy się jąkam, kiedy szybko i niewyraźnie mówię, kocha mnie gdy jestem chudy jak szkapa i grupa jak beczka
kocha mnie rudego, blondyna czy bruneta
kocha mnie gdy mam piegi na nosie i krzywe nogi
to co staje się moim upokorzeniem-kocha to
kocha to, co mnie najbardziej boli, czego się wstydzę, z czego się inni śmieją
czemu mam zmieniać swój krzywy nos, skoro Jezus kocha mnie takiego
dlaczego niby mam farbować swoje włosy, skoro Jezus kocha taki kolor
On mnie stworzył, powołał mnie przed wiekami
i takiego chce mnie mieć
czasem taką kalekę, niedorajdę, ale poprzez to moc może się doskonalić
A kiedy upadnę, widzi swoje upadki na Drodze Krzyżowej
i swoje cierpienie i czeka na mnie
bym wrócił.
Nigdy nie jest za późno by w to uwierzyć i to zaakceptować
i przemienić łzy w uśmiech, a rany w perły ;)
On mnie kocha w moich słabościach
w moich niedoskonałościach
kocha, gdy do Niego powracam ;)
całuje mój krzyż tak jak kiedyś swój
i daje mi siły bym doszedł do końca

2 komentarze:

Ewa pisze...

Jak już bratu mówiłam dzisiejsze kazanie po prostu musiałam dziś usłyszeć - trafiłam na te słowa w odpowiednim czasie i miejscu i za to dziękuję! :)
No i rzeczywiście... to, co najtrudniejsze dla nas - to, czego my nie znosimy - Bóg kocha.
Kocha nas całych, bo cudownie nas wszystkich stworzył.
:)

PS. No tak, szkoda, że to już ostatnie kazanie.

Alicja pisze...

"Zanim ukształtowałem Cię w łonie matki znałem Cię..."

Słowa tej notki właśnie były mi potrzebne!!! Umocniły mnie! dzięki ;)))

a piosenka świetna, bardzo ją lubię ;)