poniedziałek, 25 maja 2009

Niebo otwarte, my zamknięci

Dobrze jest, jeśli od razu nie otrzymujemy pewnych łask, bo nieustanne proszenie o nie daje czasem o wiele więcej niż to, o co prosimy: wytrwałość i wiarę!

Modlitwa jest jak wytrwałe pukanie do drzwi. Wydaje się, że niebo jest zamknięte i głuche. Ale prawda jest inna. Niebo już jest dawno otwarte, tylko my – zamknięci. Jezus otworzył niebo już w swoim chrzcie, w przemienieniu, w śmierci, w zmartwychwstaniu, wniebowstąpieniu i zesłaniu Ducha Świętego. Bóg o każdej porze jest gotowy nas wysłuchać. Rzecz w tym, że nam nie chce się pukać, i stąd ta dzisiejsza przypowieść. Powiedzmy nawet mocniej, to Jezus puka do naszych drzwi. W słynnej wizji apokaliptycznej (Ap 3,20) Jezus stoi u drzwi i kołacze. Malarz Holman Hunt w romantyczny sposób wyraził ową wizję, malując drzwi bez zewnętrznej klamki, gdyż tylko my możemy je otworzyć.

Autor: o. Augustyn Pelanowski OSPPE

czwartek, 7 maja 2009

Lustro, maski i naklejki

Kim jesteś? Kim chciałbyś być? Pewnie nie raz zadano Ci te pytania – w pracy, w domu, szkole. Pytali Cię ci, których kochasz, lubisz, szanujesz. Nie zawsze odpowiadałeś szczerze. Przedstawiałeś się z imienia i nazwiska, czasem podawałeś zawód, pozycję zawodową, wymagano od Ciebie napisania CV, wypełnienia kwestionariusza osobowego. O tym, kim jesteś świadczą nie tylko kolejno wypełniane okienka. Twój obraz dopełniają dom, samochód, ubranie, makijaż, postawa, sposób wypowiadania się.

Na pustyni nie ma domu, samochodu, gadżetów. Kwieciste wypowiedzi są zbędne. Portfel nie ochroni Cię przed głodem, zimnem i wiatrem. Drogie perfumy nie ugaszą pragnienia. Makijaż rozmazał się i wygląda jakbyś przed chwilą płakała. Ubranie, choć markowe jest przepocone i brudne, buty zakurzone. Jak myślisz, co ludzie powiedzą, gdy Cię zobaczą w takim stanie? Kogo w Tobie zobaczą? Czy nadal będziesz podziwianym dyrektorem, kobietą sukcesu, obiektem pożądania, supermacho? Spójrz w lustro. Kogo widzisz? Siebie czy kolejną postać, którą wykreowałeś by przypodobać się innym?

Dlaczego wyemigrowałeś? Jak wyglądają Twoje powroty do domu? Pokonujesz setki kilometrów by pobyć z najbliższymi, czy po to by kolejny raz pokazać zdjęcia nowego, większego domu, samochodu, postawić najdroższego drinka wszystkim kolegom, pokazać się w osiedlowym sklepie z markową torebką?

Ludzie sądzą, że muszą być idealni, piękni, inteligentni, bogaci by zasłużyć na miłość. Z obawy przed odrzuceniem nie okazują uczuć. Zakładają kolejne maski aby nikt nie zobaczył, kim naprawdę są. Wstydzą się swojej przeszłości – nie mówią o dzieciństwie bez rodziców, niespełnionych marzeniach o dżinsach, deskorolce, lalce Barbie. W trakcie wypowiadania przysięgi małżeńskiej w duchu obiecują sobie, że w ich domu nigdy nie zabraknie chleba, że ich dzieci nigdy nie będą się wstydzić zaprosić kolegów do domu, że nigdy nie będą traktować dzieci tak, jak sami byli traktowani.

Wielu zabłądziło w życiu z powodu presji i lęku przed zawiedzeniem rodziców, zgubili siebie samych, by zyskać choć cień aprobaty ojca czy matki. Dzieci są gotowe znieść wszystko, by tylko spełnić oczekiwania rodziców. Są tacy, którzy na siłę szukają ludzi, którzy ich zaakceptują albo kupują coraz większe samochody, by ojciec w końcu spojrzał na nich z podziwem, zostają biznesmenami, aby zaimponować rodzinie albo księżmi, by wynagrodzić matce trudy życia z mężem sadystą. Są kobiety, które oddają się i wychodzą za pierwszego mężczyznę, który zwrócił na nie uwagę, choć wiedzą, że jest nieodpowiedzialny i nie nadaje się na męża i ojca. Inni, za pochwałę w pracy i naklejkę „pracownik miesiąca” zaniedbują rodziny spędzając długie godziny w pracy. Na dźwięk telefonu od szefa są gotowi zrezygnować z rodzinnego obiadu i biec do pracy. Dla wielu ludzi miłość oznacza to samo, co poświęcanie komuś uwagi. Sądzą, że okazane zainteresowanie i przyjazny gest są dowodami miłości.

Deficytu miłości ojcowskiej nie zastąpi pochwała szefa, jego uśmiech czy nawet największa premia. Braku matczynego ciepła nie wyrówna nawet rzesza kochanków czy kochanek. Każda próba zastąpienia rodziców kimś obcym jest z góry skazana na niepowodzenie. „Takie układy tylko na początku wyglądają na zbawcze, jednak wkrótce przekonujemy się, że ci, którzy mieliby zastąpić nam ojca, stają się jeszcze gorszymi potworami, uzależniającymi potworami, i to jeszcze bardziej niż nasi naturalni potworni ojcowie”. Czasem rodzina jest środowiskiem bardziej toksycznym niż wrogie otoczenie. Nawet w ‘normalnych’ z pozoru rodzinach zdarzają się patologiczne zachowania: zazdrość, zaborczość, podporządkowanie, stawianie nierealnych wymagań, brak szacunku, zniewalanie, ranienie, ubóstwianie, kontrolowanie i karanie zimną obojętnością za nieposłuszeństwo. To, czego doświadcza dziecko, kształtuje dorosłego człowieka. Ktoś, kto był kochany chorą, złą miłością nie potrafi kochać, nie potrafi zbudować i utrzymać właściwych relacji z otoczeniem. Jest podatny na manipulację, ma problemy z odczuwaniem, nazywaniem i wyrażaniem uczuć. Nawet jeśli odniesie sukces to w głębi duszy jest przestraszonym dzieckiem łaknącym rodzicielskiej miłości. „Rodzina (…) jest łonem i dopóki z niej nie wyjdziemy, jesteśmy nieświadomi swego istnienia”.

Nienawiść tworzy trwalsze związki niż miłość. Żony i dzieci osób uzależnionych nierzadko doświadczające przemocy fizycznej i emocjonalnej są bardzo silnie związane ze swoimi krzywdzicielami. Niska samoocena, wstyd przed ludźmi, lęk przed krytyką oraz gnębiące poczucie winy uniemożliwiają im zerwanie chorego związku. Wykorzystują i są wykorzystywani.

Takie więzi trzeba zerwać, by odnaleźć siebie. „Trzeba wyrzucić wszystko, co przypominało chory układ i zgodzić się na to, że właśnie nieudanie historie dają wolność i że nie można przedłużać czegoś, co nie jest miłością, tylko chorobą uczuć”. Czasem dobrze jest doświadczyć zdrady, przemocy, zostać potraktowanym jak zabawka, niepotrzebna rzecz, by móc uświadomić sobie, że związek nie jest oparty na miłości lecz na relacji manipulator – uzależniony, kat – ofiara. Dopiero zerwanie takich więzi prowadzi do zyskania własnej tożsamości.

Wielu sądzi, że ucieczka i przybieranie maski obojętności chronią przed zranieniem i odrzuceniem. Mówi się – co z oczu to i z serca. Emigracja jest często skutkiem zranionej miłości. Odległość ma sprawić, że znikną wszystkie emocjonalne zranienia. Ucieczka nie jest lekarstwem na ból i odrzucenie. Odtrącenie i zdrada są konieczne by móc poznać i docenić siebie.

Czasami proces zyskiwania świadomości siebie jest bardzo bolesny, dlatego wielu ucieka w nałogi: alkohol, narkotyki, seksualność, sport, gry komputerowe, telewizję, wirtualny świat. Inni starają się na siłę zidentyfikować z jakąś grupą. Szufladkują samych siebie.

Spójrz na siebie jeszcze raz. Kogo widzisz? Obiekt westchnień wszystkich koleżanek w pracy, macho-supermana, „brata-łatę” bojącego się zrobić krok, w kierunku tej, którą kocha? Co kryje się pod maską dziewczyny-wampa, chłodnej profesjonalistki, cichej szarej myszki?

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem.
Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni.
I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa.
A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.

Mt 17,1–9

Nie bój się, dziś uwierz. Bóg może zmienić wszystko to, nad czym Ty nie panujesz. Na Jego miłość nie musisz zasługiwać, Jemu nie musisz niczego udowadniać. On kocha Cię i tak. Nawet wtedy, kiedy pięściami walisz w ścianę z bezsilności, wtedy kiedy masz rozmazany makijaż i zapuchnięte oczy, wtedy kiedy masz ochotę uciec tak, by nikt Cię nie znalazł, nawet jeśli rozrabiasz pod wpływem alkoholu i tracisz nad sobą kontrolę. On przyszedł do takich jak Ty: ślepych, głuchych, kulawych, pokręconych emocjonalnie, odrzuconych, zranionych, niekochanych, wykorzystywanych, niedocenianych. Uświadom sobie kim jesteś, zdejmij maski, przestań pozować. Dopóki nie uświadomisz sobie, że jesteś chory i bezradny życiowo, ślepy i głuchy z powodu nałogów, zbuntowany i obrażony na cały świat nic się w Twoim życiu nie zmieni. Nadal będziesz nieszczęśliwym strzępkiem człowieka. Przed Tobą jeszcze 5 niedziel Wielkiego Postu. Stań w prawdzie przed sobą i wyznaj:

Zmiłuj się nade mną, Boże,
w łaskawości swojej,
w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość.
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
i oczyść mnie z grzechu mojego.

Uznaję bowiem nieprawość swoją,
a grzech mój jest zawsze przede mną.
Przeciwko Tobie zgrzeszyłem
i uczyniłem, co złe jest przed Tobą.
Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
i odnów we mnie moc ducha.
Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
i nie odbieraj mi świętego ducha swego.
Przywróć mi radość z Twojego zbawienia
i wzmocnij mnie duchem ofiarnym.
Panie, otwórz wargi moje,
a usta moje będą głosić Twoją chwałę

Ps 51,3–4.5–6a.12–13.14 i 17

Cytaty pochodzą z książki Augustyna Pelanowskiego „Umieranie ożywiające”.