piątek, 28 sierpnia 2009

No to dzis - nie ma żartów...

(1 Tes 4,1-8)

(1) Na koniec, bracia, prosimy was i polecamy wam bardzo stanowczo w imię Pana Jezusa, abyście – zgodnie z waszym dotychczasowym postępowaniem stawali się coraz bardziej doskonałymi, stosownie do pouczeń, które otrzymaliście od nas w sprawie doskonalenia się duchowego i przypodobania się Bogu. (2) Wiecie przecież, jakie to zalecenia przekazaliśmy wam przez Pana Jezusa. (3) Otóż Bóg chce, żebyście byli świętymi, to znaczy, żebyście unikali rozpusty, (4) by każdy z was umiał utrzymać swe ciało w świętości i czci, (5) a nie poddawał się pożądliwym namiętnościom, jak to czynią poganie, którzy nie znają Boga. (6) W tych sprawach niech nikt nie dopuszcza się żadnych wykroczeń ani nie próbuje oszukiwać swego brata, gdyż powiedzieliśmy wam to już i przestrzegaliśmy was z całą stanowczością, że Pan sam wymierzy surową karę za wszystkie takie występki. (7) Powołał nas bowiem Bóg nie do rozpusty, lecz do świętości. (8) Tak więc kto odrzuca to pouczenie, odrzuca nie tylko człowieka, lecz Boga, który jest dawcą Ducha Świętego.

(Mt 25,1-13)

(1) Wówczas z królestwem niebieskim będzie tak, jak z dziesięcioma pannami, które wziąwszy swe lampy wyszły na spotkanie oblubieńca. (2) Pięć z nich było mądrych, a pięć głupich. (3) Otóż owe głupie, wziąwszy ze sobą lampy, nie zabrały oleju; (4) mądre zaś, biorąc lampy, zabrały również i olej w naczyniach. (5) A gdy oblubieniec się opóźniał, wszystkie ogarnęło znużenie i posnęły. (6) Lecz o północy dał się słyszeć krzyk: Oto oblubieniec! Wychodźcie naprzeciw. (7) Obudziły się tedy wszystkie panny i poczęły opatrywać swoje lampy. (8) I powiedziały panny głupie do mądrych: Dajcie nam oleju, bo gasną nam lampy. (9) Ale te odpowiedziały: Nie, bo może nie starczyć ani dla nas, ani dla was. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie. (10) A gdy one odeszły, nadszedł oblubieniec. Wówczas te, które były gotowe, weszły z nim do sali biesiadnej i zamknięto drzwi. (11) Przyszły wreszcie pozostałe panny i zaczęły wołać: Panie, Panie, otwórz nam. (12) Lecz on odpowiedział: Zaprawdę mówię wam, nie znam was. (13) Czuwajcie więc, bo nie znacie ani dnia, ani godziny.


(fragmenty zaczerpnięte z Biblii Warszawsko-Praskiej)


No dzisiejsze słowo jest mocne. Gdy je zacząłem czytać rano, by przygotować się na liturgii to mną wstrząsneło, a o ile bardziej serce mi biło gdy je czytałem podczas samej Eucharystii. I zacząłem się bić w piersi. Czytałem swój rachunek sumienia. Mój grzech nie jest moją tylko sprawą. Moim upadkiem oszukuje brata z którym żyję w jednej wspólnocie Koscioła. Grzechem obrażam mego brata. Obrażam Boga, ranię Go i ranię mego brata. Kto z nas sobie z tego sprawę. Do mnie tak naprawdę te słowa doszły dopiero dzisiaj...
Ja to ciało i dusza-to cały ja. Moja swiętosc to swietosc mej duszy i mego ciała... oj jak mało zastanawiamy sie nad tymi naszymi ciałami. I mysli, gesty, słowa....To co mówi apostoł wyraża dużo, choć w słowa nie można tego jakos ubrac...
Czuwanie to odpowiedź na rozterki. To sposób na swietosc..... a więc co....

Brak komentarzy: