środa, 26 sierpnia 2009

komentarz do ewangelii dnia


(1) Trzeciego dnia odbywały się gody weselne w Kanie Galilejskiej. Była tam Matka Jezusa. (2) Zaproszono również na gody Jezusa i Jego uczniów. (3) A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: Nie mają już wina. (4) Odpowiedział jej Jezusa: Cóż Mnie i tobie [do tego], niewiasto? [Zresztą] czyż nie nadeszła jeszcze moja godzina? (5) Wtedy Matka Jezusa rzekła do sług [weselnych]: Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam nakaże. (6) A stało tam sześć stągwi kamiennych, które służyły do żydowskich obmyć, i każda z nich mogła pomieścić dwie lub trzy miary. (7) Powiedział tedy Jezus: Napełnijcie stągwie wodą. I napełnili je aż po brzegi. (8) Potem powiedział do nich: Zaczerpnijcie teraz i zanieście gospodarzowi wesela. I zanieśli. (9) A gospodarz wesela, gdy tylko skosztował wody, która stała się winem on sam nie wiedział, skąd pochodziło wino, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli wezwał do siebie oblubieńca (10) i powiedział: Każdy człowiek podaje najpierw dobre wino, a gorsze dopiero wtedy, gdy [wszyscy] już trochę się napiją. Ty zaś zachowałeś dobre wino aż dotąd. (11) Tak oto w Kanie Galilejskiej zaczął Jezus czynić cuda. Objawił wtedy swoją chwałę i uwierzyli weń Jego uczniowie. (12) A potem On, Jego Matka, bracia i uczniowie udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali przez kilka dni. (13) Tymczasem, ponieważ zbliżała się uroczystość Paschy żydowskiej, Jezus przybył do Jerozolimy.

(Ew. Jana 2:1-13, Biblia Warszawsko-Praska)


Jaka dziś piękna uroczystość. Matki Bożej Częstochowskiej - Mamy Narodu Polskiego.
Tego dnia, zresztą jak zawsze liturgia podarowuje nam niezwykły skarb, składając na stół słowa fragment ewangelii Janowej. Kościół w ten sposób pragnie nas zaprosić do nakamienia się słowem samego Boga. To słowo nas oczyszcza. To słowo przygotowuje nas na przyjęcie skarbu jakiego nigdy nie podaruje nam swiat - Ciała i Krwi Chrystusa. Pożywienia na wieki....

Odbywa się wesele w Kanie Galilejskiej. Kraina Galilejska to moje, twoje miejsce gdzie mieszkamy. Galilea to mój dom, moja kraina, miasto, wioska, ale to też moje życie.
Wesele to ta cała rzeczywistość mojego życia, to wydarzenia mojego życia, któe są moim udziałem. Tam przychodzi Maryja i Jezus ze swoimi uczniami. I zaczyna brakować wina. Jest Jezus, Maryja, apostołowie ale brakuje wina. Brakuje czynnika wiążącego wspólnotę. Wino to czynnik który rodzi radość, a radość to owoc Ducha Św. Zaczyna brakować powodu do radości. Myślę, że jest Jezus, ale my zapominamy o tym, zapomnieliśmy kto tu jest najważniejszy. Zaczyna brakować wiary. Jest ale.......... ile razy w moim, twoim życiu pojawiło sie to słowo - "ale"????!!!!
Potrzeba zaufania. Potrzeba wiary - na maxa. Ile razy zaczynamy bardziej wierzyć w swoje siły niż w siły Boga upadamy. Ile razy sami chcemy sobie poukładać życie tyle razy o wiele razy więcej nam sie wszstko miesza. Ile razy sami chcemy wstać-upadamy....No tak jakoś jest, że ile razy coś próbujemy sami zrobić, wtedy to jest tylko na krótką metę, szybko się kończy...

(cd innym razem bo coś nie mogę dalej pisać....poporstu co napisze kilka zdań, to mi one znikają....)


Maryjo-módl sie za nami...

Brak komentarzy: