środa, 10 grudnia 2008

Nie jest dobrze, by człowiek był sam

Nie jest dobrze, by człowiek był sam. Nie jest dobrze gdy trwa w pustce podobnej do otchłani. Jak łatwo wtedy znaleźć się w piekle. Piekło to samotność. Nie daj się ogarnąć pustce. Gdy schodzisz na dno, w samą otchłań, zostawiając wszystko za sobą. Nie daj się ogarnąć otchłani, gdzie już nic nie ma. Nawet nie wiesz, czy ty tam jesteś, kim jesteś, po co jesteś, dlaczego jesteś – nie pozwól ogarnęły Cię w życiu takie ciemności. Nie jest to rzecz trudna. Jakże łatwo zamienić życie na piekło, niebo na piekło, życie na śmierć, miłość w nienawiść, dobro w zło, czystość w brud, w błoto, w brak Boga. Gdy zapomnisz właśnie o Nim, o Bogu, jeżeli zamkniesz swe serce dla Niego i nie pozwolisz mówić Mu w swoim życiu, jeżeli nie pozwolisz mówić Mu do swego serca – to jest pierwszy krok, by życie stało się piekłem. Nic na siłę. Tu dokonuje się Twój – mój wybór. Daje przed tobą – mówi Bóg – życie i śmierć - ty wybieraj. Kładę przed tobą życie i śmierć. Wybór należy do mnie...

Nie jest dobrze, w drodze w pielgrzymowaniu na ścieżkach życia człowiek stawał się samotną wyspą, by wędrował sam. Bóg, który ukochał każdego z nas taką miłością, że nigdy jej nie pojmiemy, choć możemy doświadczać za każdym razem, to On daje nam drugiego człowieka. Popatrz na lewo, popatrz na prawo – nie jesteś przecież sam. Nie jesteś sam! Nie jestem sam! A przecież tak często zachowujemy się – jakbyśmy byli sami. Zagonieni, zapracowani, przeuczeni, nie mający nigdy czasu na nic, a w tym wszystkim zalęknieni. Ile w nas jest lęku i trwogi. Niesiemy w sobie tyle zranień i krzywd, które potęgują tylko w nas ten lęk. Biegamy z tymi ranami, które co raz się otwierają i powodują w naszym życiu depresje i załamania psychiczne. To wszystko powoduje, że nie potrafimy pokochać siebie takimi jakimi jesteśmy, nie potrafimy spojrzeć na siebie tak jak patrzy na nas Jezus – z miłością. Nie potrafimy zobaczyć, że nasze życie jest jedyne, niepowtarzalne, piękne ale przede wszystkim jest święte. W tym wszystkim sami brniemy coraz to dalej i dalej – w pustkę, w otchłań w piekło...

Nie jest dobrze, byśmy byli sami. On – Bóg – daje nam drugiego człowieka. Przyjaciele, sympatie, miłości, znajomości – ile ich jest w naszym życiu. W swojej ludzkiej i grzesznej nędzy, do której przychodzi Jezus potrzeba nam zaprosić też drugiego człowieka. W czasie gdy obala się potrzebę posiadania przyjaciela – tyle samotności... Gdzie śmieje się z małżeństwa, rodzin – tyle ludzi odbiera sobie życie, dokonuje się aborcji... Tyle miliardów na świecie nas jest a tyle w nas samotności. Nie potrafimy sobie zaufać, powierzyć sobie życie. Samozadowolenia szuka się w sieci internetowej, gdzie przyjaciółkami stają się wirtualne dziewczyny lub wirtualni chłopcy pozujący na setkach a może i tysiącach stron erotycznych. Wartości i pokazania kim się jest szuka się w wirtualnym świecie, zawierając wirtualne przyjaźnie, a jednocześnie tak często okłamuje się siebie i tą drugą osobę. Żyjąc w kłamstwie staję się sługą ojca kłamstwa...

Nie jest dobrze, by człowiek był sam. Popatrz na lewo, popatrz na prawo – tylu ludzi czeka na twoje słowo, na twój gest, tylu czeka na twoją miłość. Być może gdzieś nie daleko – rozejrzyj się – jest ktoś kto czeka na twoje zauważenie, na twoje słowo, gest, miłość, przyjaźń, ciepło, dobro. Być może cierpi, umiera wewnętrznie. Zobacz – może on już jest w swoim własnym piekle samotności, rozdarcia, depresji, gdzie zwątpił już w jakąkolwiek przyjaźń, miłość, być może zwątpił już w drugiego człowieka. Ty jesteś dla niego ratunkiem.... Pomóż mu w tym piekle, w tej samotności, rozterce, zwątpieniu spotkać Boga. Ty możesz dać mu Boga... Nic więcej nie możesz mu dać, nic piękniejszego ponad to, że możesz pokazać mu lub nawet dać Boga.....

Wtedy będzie prawdziwe Boże Narodzenie... Nie w świetle choinek, światełek, prezentów, krasnali, mikołajów, radosnych kolęd, ale właśnie może właśnie w łzach, które przyniosą oczyszczenie. W oczach zalanych łzami, wołających o pomoc, krzyczących z otchłani... Ty możesz uczynić, że w jego sercu na nowo narodzi się Bóg. Jego serce stanie się ponownie nie szopą lecz tronem dla Boga...

Wtedy będzie prawdziwe Boże Narodzenie, gdy zauważysz drugiego człowieka, z którym dawno nie rozmawiałeś, o którym zapomniałeś, a być może, który czeka właśnie na twoje słowo, byś spojrzał mu w oczy, które krzyczą....

Wtedy będzie prawdziwe Boże Narodzenie, gdy podasz mu swą rękę i być może we łzami powiesz mu – przepraszam! Gdy rzucając mu się w ramionach powiesz mu – dobrze, że jesteś! Gdy pokażesz mu, że jego życie ma sens, że to wszystko ma sens, że życie jest piękne, gdy pokażesz mu Boga, gdy pozwolisz i dzięki tobie na nowo w jego sercu narodzi się Bóg. Oto stajesz się aniołem, którego posyła Bóg i tak jak kiedyś zwiastował narodziny Boga tal i ty dziś masz ogłosić twojemu bratu, siostrze, koledze, koleżance, przyjaciółce, przyjacielowi itd., że Bóg się rodzi ale nie w szopie lecz w jego sercu. Bóg się rodzi, moc truchleje, serce trga, nogi się uginają, bo w sercu człowieka rodzi się Bóg...

Czy chcesz takiego Bożego Narodzenia – narodzenia się w kolorowej szopce, którą ktoś tam zrobił w kościele, w wesołych jasełkach, świecącej choinki – a może takiego Bożego Narodzenia, gdy ktoś, choć jeden, powróci do Boga dzięki Tobie, gdy dzięki Tobie ktoś po raz pierwszy od dłuższego czasu zacznie płakać ze szczęścia, na którego twarzy znów pojawi się uśmiech, w jego oczach błysk radości i przestanie być nędznym szydercą.... bo pokocha życie, bo pokocha drugiego człowieka, bo pokocha Boga.....

Boże Narodzenie może być naprawdę inne i o wiele piękniejsze o tego, które znamy i w którym wzrastamy..... Zobacz, kto w tym roku może zacząć żyć inaczej. Zobacz – kogo w tym roku obdarzysz radością Bożego Narodzenia......

Umiemy żyć obok zła, nauczmy się wreszcie żyć obok siebie... Nie trzeba wiele- wystarczy podnieść głowę, otworzyć oczy i chcieć zobaczyć, usłyszeć i wtulić się rękami w mego bliźniego... Jest ktoś kto żyje obok ciebie, lub może setki-tysiące kilometrów – nie ważne – ale jest kto czeka na twoje serce, byś ogrzał nim jego serce, kto czeka na twój uśmiech, na twoje dobre słowo...

Adwent – czas przebudzenia się, czasem gdy uświadamiam sobie, że nie jestem sam... kiedy uświadamiam sobie, że nie jest dobrze, by człowiek żył sam. Nie jest dobrze bym był sam, tak na dnie gdzie jest tylko pustka. W tej pustce spotykam Boga, takiego jaki jest i spotykam siebie takiego jakim jestem – ale czy tam spotkam ciebie – przyjacielu...


Nie lękajcie się – Bóg jest miłością!

Brak komentarzy: